Zaproszenia na ślub

Kochani,

właśnie jestem na ostatniej prostej przedślubnych przygotowań. Chyba zrobiłam wszystko co tylko potrafiłam zrobić ręcznie, ale będę Wam pokazywać po kolei, a najwięcej zapewne w wakacje :-)

Dziś na tapecie zaproszenia. Choć nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, uważam że jak na kompletną amatorkę wyszły świetne. Treść tworzyłam chyba w 3 programach poświęcając na to miliony godzin, a cześć dekoracyjną tworzyłam w 100% własnoręcznie.Wycinałam, wyrywałam, wykrawałam, kleiłam, sklejałam, naklejałam :-) Tak oto powstało 29 różnych zaproszeń, które powoli znajdują nowy dom :-)

Malowane koszulki

Jakiś czas temu zakupiłam farby do malowania tkanin oraz flamastry. Kredki już testowałam – są całkiem niezłe, jednak absolutnie zakochałam się w produktach o których będzie dziś :-)

Pokrótce farby do tkanin dzielą się na farby do tkanin ciemnych oraz do tkanin jasnych. Ja w szale ich kupowania zakupiłam, aż jedną do tkanin jasnych. Ale to nic! Bo sprawdzają się świetnie na każdym kolorze. Do brzegu! 😉 Farbami malowałam dwie pierwsze koszulki – z żarówką i z sercem. Żarówkę malowałam pędzlami serce natomiast gąbeczką. I oba sposoby są super. Farbki są niezwykle wydajne, fajnie się rozprowadzają, a jedyną trudnością było stworzenie szablonu serca. Wiele minut wycinania trójkątów (dobrze że mam nożyk) ;-).

Ostatnią koszulkę malowałam flamastrami. Są ekstra! Idealnie nasycone barwami, na pewno świetnie sprawdzą się do robienia napisów. Ja jednak popełniłam zeberkę wystającą z kieszonki.

Na pewno nie poprzestanę na tych trzech! :-)

Spinki do butów

Cierpię na manię kupowania butów. Kupuję je najczęściej dlatego, że mi się nudzą poprzednie zakupy. Wiem, że to brzmi strasznie, ale już tak mam. Jednak w związku z przyszłorocznym wydarzeniem postanowiłam się znacznie ograniczyć jeśli chodzi o zakup nowych butów. To nie znaczy że zrezygnuję z nich całkowicie. Co to to nie! 😉 By nadać nowego look-u  starym szpilkom czy nijakim baletkom postawiłam na ozdobne kokardki. kokardki przypinane są na klipsy, zatem mogę je przypiąć w dowolnym miejscu. Co ważne klipsy nie pozostawiają trwałych śladów przez co mogę zawsze wrócić do klasycznych szpilek.

 

Metamorfoza boazeryjnej pieczary ;)

Z racji na zbliżający się ślub dysponujemy znacznie ograniczonym budżetem remontowym. Jednak żyć się nie da w tej pieczarze! Jedno hasło: malujemy boazerię! I tak oto z narzeczonym czekaliśmy na koniec świąt by wziąć się za malowanie. Metamorfoza niewielkim kosztem, ale finalnie robi efekt wow! Ma jakiś plus mieszkanie w starym domu. Wiaderko farby, 6:00 na zegarku i do dzieła. :-D.

Pozostawiona sama na placu boju przystąpiłam do działania! Najgorsze było malowanie sufitu i szczelin między każdą listwą boazerii. Zajmowało najwięcej czasu. Cała reszta to czysty relaks. 😉

Standardowo miałam 7 milionów pomysłów na wieszak i na ścianę dekoracyjną. Finalnie powstał wieszak zrobiony z połówek wieszaków na ubrania i reszty kantówki pozostałej po ostatnim projekcie. Natomiast ściana dekoracyjna jest zlepkiem kilku technik. Pojawia się skrzynka na klucze ozdobiona techniką decoupage, jeleń i napis „home” niby tą samą techniką – string art- a jednak zupełnie inaczej wygląda. Popełniłam grafikę sowy w czerwonej ramie, a także stworzyłam „obraz” z próbki tapety.

Na podłodze pojawiła się wykładzina, by przykryć te obrzydliwe pomarańczowe płytki.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym zawiesiła ręcznie robioną lampę. Zrobiłam lampę kulę z białego lnianego sznurka. Teraz jest znośnie! :-)