Malowane koszulki

Jakiś czas temu zakupiłam farby do malowania tkanin oraz flamastry. Kredki już testowałam – są całkiem niezłe, jednak absolutnie zakochałam się w produktach o których będzie dziś :-)

Pokrótce farby do tkanin dzielą się na farby do tkanin ciemnych oraz do tkanin jasnych. Ja w szale ich kupowania zakupiłam, aż jedną do tkanin jasnych. Ale to nic! Bo sprawdzają się świetnie na każdym kolorze. Do brzegu! 😉 Farbami malowałam dwie pierwsze koszulki – z żarówką i z sercem. Żarówkę malowałam pędzlami serce natomiast gąbeczką. I oba sposoby są super. Farbki są niezwykle wydajne, fajnie się rozprowadzają, a jedyną trudnością było stworzenie szablonu serca. Wiele minut wycinania trójkątów (dobrze że mam nożyk) ;-).

Ostatnią koszulkę malowałam flamastrami. Są ekstra! Idealnie nasycone barwami, na pewno świetnie sprawdzą się do robienia napisów. Ja jednak popełniłam zeberkę wystającą z kieszonki.

Na pewno nie poprzestanę na tych trzech! :-)

Spinki do butów

Cierpię na manię kupowania butów. Kupuję je najczęściej dlatego, że mi się nudzą poprzednie zakupy. Wiem, że to brzmi strasznie, ale już tak mam. Jednak w związku z przyszłorocznym wydarzeniem postanowiłam się znacznie ograniczyć jeśli chodzi o zakup nowych butów. To nie znaczy że zrezygnuję z nich całkowicie. Co to to nie! 😉 By nadać nowego look-u  starym szpilkom czy nijakim baletkom postawiłam na ozdobne kokardki. kokardki przypinane są na klipsy, zatem mogę je przypiąć w dowolnym miejscu. Co ważne klipsy nie pozostawiają trwałych śladów przez co mogę zawsze wrócić do klasycznych szpilek.

 

Makramowe świeczniki

Spędzam dziś fajny, twórczy wieczór w pracowni. Tworzę zaproszenia :) TAK! Lawina ruszyła, ale nie o tym dziś mowa :)

Zły wiatr stłukł mi moje śliczne fioletowe świeczniczki :( Zatem na ten sezon balkonowy musiałam znaleźć jakieś inne rozwiązanie. Kupiłam 4 szklane pojemniki które zaadaptowałam na świeczniki. Uplotłam ze sznurka „koszyczki”. Każdy innej długości, ale w tym samym stylu. By świeczniki nie „latały” zbyt mocno na wietrze dociążyłam je białymi kamieniami. W środku oczywiście tealighty. Od razu odpowiem – nie nie spalą się 😉

Metamorfoza boazeryjnej pieczary ;)

Z racji na zbliżający się ślub dysponujemy znacznie ograniczonym budżetem remontowym. Jednak żyć się nie da w tej pieczarze! Jedno hasło: malujemy boazerię! I tak oto z narzeczonym czekaliśmy na koniec świąt by wziąć się za malowanie. Metamorfoza niewielkim kosztem, ale finalnie robi efekt wow! Ma jakiś plus mieszkanie w starym domu. Wiaderko farby, 6:00 na zegarku i do dzieła. :-D.

Pozostawiona sama na placu boju przystąpiłam do działania! Najgorsze było malowanie sufitu i szczelin między każdą listwą boazerii. Zajmowało najwięcej czasu. Cała reszta to czysty relaks. 😉

Standardowo miałam 7 milionów pomysłów na wieszak i na ścianę dekoracyjną. Finalnie powstał wieszak zrobiony z połówek wieszaków na ubrania i reszty kantówki pozostałej po ostatnim projekcie. Natomiast ściana dekoracyjna jest zlepkiem kilku technik. Pojawia się skrzynka na klucze ozdobiona techniką decoupage, jeleń i napis „home” niby tą samą techniką – string art- a jednak zupełnie inaczej wygląda. Popełniłam grafikę sowy w czerwonej ramie, a także stworzyłam „obraz” z próbki tapety.

Na podłodze pojawiła się wykładzina, by przykryć te obrzydliwe pomarańczowe płytki.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym zawiesiła ręcznie robioną lampę. Zrobiłam lampę kulę z białego lnianego sznurka. Teraz jest znośnie! :-)

 

 

Fotel uszak – według autorskiego projektu

Dawno mnie nie było, ale pracowałam nad jednym z fajniejszych projektów w ostatnim czasie. Otóż z moją połówką postanowiliśmy zrobić fotel. Koncepcja powstała już jakiś czas temu. Zbieraliśmy materiały, a potem wieczorami i w weekendy pracowaliśmy nad nowym meblem.  :-)

Ramę fotela wykonaliśmy w stu procentach samodzielnie. Troszkę działaliśmy na zasadzie prób i błędów, ale udało się! Z tapicerką również były małe trudności, bo nie mieliśmy miar, ani szablonów. Stąd troszkę błędów i strat w materiale.

Finalnie powstał stylowy fotel uszak, który zamieszkał w salonie. Poniżej parę zdjęć z etapu produkcji i efektu końcowego :-)

 

 

Materiałowe tulipanki

Dawno mnie nie było,a wiele się wydarzyło :-) Przede mną fajny czas i wiele nowych projektów. Mimo że za wszystko chciałabym się już zabrać, to muszę się powstrzymywać :-)

Pogoda nie nastraja optymistycznie, zatem wprowadziłam trochę wiosny do mojego domu. Z resztek tkanin (oczywiście nic nie może zostać wyrzucone) powstały materiałowe tulipanki. Fantastyczne w nich jest to że nigdy nie uschną! :-)

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do kontaktu. Uszyję lub podam wymiary :)

Drugie życie starej lampy

Jakiś czas temu przyjęłam do „naprawy” lampkę. Była strasznie smutna. Uszkodzony klosz nie dawał się już uratować, nawet by podjąć jakąkolwiek próbę jego reanimacji. Musiałam zatem stworzyć go od nowa. Powstał zupełnie nowy wypleciony z papierowej wikliny. Choć nie było to najłatwiejsze, bo musiał być precyzyjnie zaplanowany i wymierzony, to wart jest tej pracy.

Nowa lampka wróciła do swojego domu :) Zatem nie wszystko co stare i zepsute trzeba zastąpić „nowym”. Nowe można zrobić samemu :)